Akademia Wspinania
Mazda

Ostatni rok przed Chrystusem

Share Button

W trakcie niedawno zakończonej zimy nie było lutych mrozów, zamiast tego marzłem w smudze cienia. Właśnie rozpoczął się ostatni sezon w moim życiu nie naznaczony jeszcze przekroczeniem „liczby kalwaryjskiej” (nota bene, przy Kalwaryjskiej znajduje się w Krakowie Korona…). Organizm coraz boleśniej przypomina mi (bez wdzięczności) o minionych dwudziestu latach wspinania.

Po prawdzie, jestem szczęściarzem. O zdrowie dbam pewnie nie optymalnie, na kontuzjach się nie znam, gdyż żadnej poważniejszej nigdy w życiu nie miałem. Ludzie pytają mnie o plastrowanie – nie wiem co powiedzieć, robiłem to kilka razy w życiu. Proszą o „instruktorską diagnozę” bolącego troczka – ale mnie nigdy troczek tak naprawdę nie bolał. Chcą porady odnośnie wyboru dobrego lekarza – nie chodzę po lekarzach. Jak na trzydzieści dwa lata życia i dwie dekady treningu miewam się (jeszcze) nieźle.
W sumie była to więc optymistyczna zima. Prawda, że cykl treningowy zaplanowany został celem unikania przeciążeń, nie zaś zwiększania obciążeń, ale należy to słusznie zrzucić na karb siwiejącej głowy i Bogu dziękować, że poważniejszych obrażeń udało się uniknąć. „Przyjmij spokojnie, co Ci lata doradzają”, powiada stara piosnka, „z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości”. Dawno już zapomniałem o spontanicznych wstawkach w przypadkowe problemy bez rozgrzewki, źle przespana noc staje się dla mnie powodem do rezygnacji z zaplanowanego treningu, który po dodatkowym dniu restu wymaga osobnej godziny na rozkręcenie gruchota. Do własnego ciała zacznę chyba podchodzić nie tyle z pełną obaw troską, co raczej opiekuńczym sentymentem – jeśli pozostajemy w kręgu niedawnych przemyśleń.
Sam nie wiem co myśleć o nadchodzącym roku poza tym, że będzie pierwszym z moich ostatnich stricte zawodniczych sezonów. Nie wiem co to znaczy w wymiarze liczbowym – może lata dwa, a może siedem – na pewno wszakże będę musiał przyzwyczaić się do stałej obecności niewygodnego pytania: „czy to nie aby już, mosterdzieju?!”. I powoli zacząć myśleć o nieskończonych skalnych i górskich przestrzeniach, które otworzą się przede mną w momencie udzielenia twierdzącej odpowiedzi. Nie, nie tworzę planów, niemniej cieszę się na samą ich możliwość.
Tymczasem zaś, a życie na tym już polega, że wszystko dzieje się tym-czasem, przez najbliższe trzy tygodnie będę starał się zbierać do kupy pozostałości niegdyś młodzieńczej mocy. Pozostaje żywić nadzieję, że przynajmniej raz czy dwa razy okażą się to „wspaniałe resztki”.

Wróc do bloga